Skip to content

Mam jeszcze czas, by zostać matką

Zawsze rozczulały mnie małe dzieci. Im mniejsze, tym bardziej – miesięczne gagatki nieprzytomnie wpatrzone w przestrzeń, nie potrafiące jeszcze skupić wzroku, bekające i popiskujące niczym mały ptaszek, zawsze przyprawiają mnie o drżenie kolan i lekko załzawione oczy. I o ile cudownie jest potrzymać to małe, kruche stworzenie przez chwilę – a potem oddać je rodzicom – tak jestem absolutnie pewna, że to jeszcze nie czas dla mnie by zostać matką.

Continue reading Mam jeszcze czas, by zostać matką

5 Comments

Wyhamuj.

Zima to cholernie długie miesiące, ciężkie i ciągnące się jak przyklejona do spodni guma do żucia. Więdnę bez słońca, ciepłego wiatru i perspektywy wyrwania się – choćby na krótką chwilę – z miasta. Pojechania gdzieś, gdzie będzie cicho, ciepło, będą śpiewały ptaki, a ja w hamaku będę pić schłodzone białe wino i czytać, póki nie padnie mi bateria w kindle’u.

To też ciężki czas, bo zdecydowanie gorzej reaguję na ludzi. Pokłady cierpliwości wyczerpały się jeszcze w Święta, hormony szaleją i dużo trudniej jest mi każdego dnia choćby tolerować współżyjących. A trzeba. W końcu jestem grzeczną dziewczynką.

Continue reading Wyhamuj.

4 Comments

Wygodny związek

Po kilku latach bycia razem niemal nie zauważyliśmy momentu, kiedy oboje odpuściliśmy, i zamiast niesamowicie płomiennego romansu stworzyliśmy wygodny związek. Z mijającym czasem obcisłe spódnice, które zakładałam przed pierwszymi takimi spotkaniami z Hubą, zostały zastąpione przez wygodniejsze spodnie, a pełny makijaż i ułożone włosy wyparł chlapnięty na twarz podkład i zawiązany naprędce koczek. A później przyszedł moment, w którym Huba przed odpaleniem serialu i ułożeniem się wygodnie na łóżku zdjął swój sweter i, żeby uniknąć wszędobylskiej sierści Rudego, przywdział jedyną męską koszulkę jaką miałam – moją piżamę. W sumie to był dobry ruch, bo wylałam wtedy na niego wino. Niechcący, oczywiście.

Continue reading Wygodny związek

17 Comments

Zadymiarze

Przedostanie się z Centrum na Wolę za każdym razem, kiedy w Warszawie coś się dzieje to ogromne wyzwanie. Pozamykane ulice, przekierowane autobusy, praktycznie żadnej informacji na temat zmian kursowania… no ale udało się, w końcu, po trzech wycieczkach w kompletnie nie mających sensu kierunkach złapałam 520, które szczęśliwie, i tylko z niewielkim objazdem, miało mnie zawieźć prawie pod dom. Tylko że zanim dojechaliśmy do Górczewskiej było mi zimno ze strachu.

Continue reading Zadymiarze

2 Comments

Jesienni bohaterowie

Bardzo wcześnie rano, kiedy nad chodnikami jeszcze unoszą się resztki nocnej mgły, a oddech zamarza w powietrzu, wychodzę z mieszkania. Na przystanku wymieniam nieśmiałe uśmiechy z ludźmi, których widzę tam codziennie od lat. Wszyscy jedziemy do pracy. Wszyscy jesteśmy niewyspani, marzymy o kawie, której nie udało się dopić, o rękawiczkach, które zostały w mieszkaniu – no kto by przypuszczał, że będzie aż tak zimno? Pan z Wąsem, który zawsze wysiada na Feminie, szybko dopala resztkę papierosa i gasi go podeszwą wysłużonego adidasa. Podjeżdża autobus, codziennie ten sam. Kierunek centrum, odjazd 6.12. Szybko zajmujemy ostatnie wolne miejsca.

Rozglądam się wśród tych twarzy, których nie znam – są.

Jesienni bohaterowie poranka. Są.
Continue reading Jesienni bohaterowie

10 Comments