Gojira – czyli koncert na lepsze samopoczucie i motywację

We wtorek byłam w gdańskim klubie B90 na niesamowitym koncercie francuskiego zespołu GOJIRA, w towarzystwie dwóch polskich grup Obscure Sphinx i MOAFT. Bilety kupione ponad 2 miesiące wcześniej!!!

Sama droga na koncert to niecodzienny dla mnie klimat. Rdza, cegły, żurawie, to coś, czego na co dzień nie mam okazji oglądać… Przy okazji kawał historii, miejsce walki o wolność… Chociaż patrząc na to co się teraz wyrabia, nie jestem pewna czy jeszcze to jest wolna Polska…

Matka dzieciom (czyli ja) ma tak niekonwencjonalne hobby jak jeżdżenie na koncerty, bo uważa, że muzyka na żywo dostarcza niewyobrażalnych emocji. Uwielbiam ich doświadczać i chłonę jak gąbka wodę. Bez nich nie czuję się szczęśliwa.

Ludzie dookoła wyobrażają sobie nie wiadomo jakie powody takich wyjazdów. Sama (###????!!!!) do innego miasta..??? Nawet koleżanka widząc mnie przed koncertem stwierdziła, że promienieję!!!!  Jakbym miała się zaraz spotkać z jakimś powalająco przystojnym mężczyzną. Cóż…

Oczywiście…. fajnie by było mieć towarzystwo na takim evencie. Gdyby… ten ktoś, tak samo jak ja lubił podobny typ muzyki… i potrafił tak jak ja odczuwać emocje z tym związane…

Dla mnie najważniejszy jest dialog frontmana z publicznością. Nie ważne czy to wokalista czy instrumentalista zespołu. Ważne, żeby zespół nie zamykał się na scenie. Żeby nie uśmiechali się tylko pobłażliwie do fanów i potrafili ludzi porwać, nakręcić skrajnie, euforycznie, i podzielili się tym, co przygotowali. Oczywiście pozostając otwarci na wszelakie muzyczne zachcianki… Bo publika ma swoje ulubione kawałki, a za zagranie dodatkowego takiego… zdobywa się serca fanów na zawsze..

GOJIRA potrafi to doskonale… Dodatkowo gitarzyści wychodzili niemal z siebie, zachęcając publikę do czynnego udziału w koncercie. To było mega inspirujące doświadczenie… Odnajduję w nich podobną energię i pasję.. oraz wdzięczność za to, że tam z nimi byliśmy. Każdy fan to taki duchowy wspomagacz.

Doskonale to rozumiem. Tyle samo serca i wrażliwości staram się wkładać w swoją pracę nad biżuterią… Nie przekażę tego zdjęciami, ale przy spotkaniach twarzą w twarz, na targach – już chyba daję radę.

Każde dobre słowo to dla mnie motywacja do działania!!!

 

(taka zamyślona i rozanielona w tym tłumie to właśnie ja 😉 ) fot.: Dariusz „Lazarroni” Łasak