Relacje

Tak dziś sobie pomyślałam, że poczucie osamotnienia jest odczuciem tego, co dzieje się wokół. Co się składa na relacje z innymi ludźmi, które moim zdaniem nie są głębokie, nie ma w nich zażyłości. Sama nie potrafię się otworzyć jakoś… Często też widzę, że możemy się ze sobą nawet dobrze bawić, ale nie potrafimy wzajemnie się sobą cieszyć. Tym, że po prostu ktoś jest obok.

Nie umiemy być szczerzy i autentyczni, budujemy jakieś mury, jakieś otoczki i pozory. Brakuje zaufania drugiemu człowiekowi. Że on nas zaakceptuje – takich, jacy jesteśmy.

Nawet, gdy coś jest bliskie tego, co chciałabym osiągnąć – nie chcę zapeszać. To teraz tak bardzo krucha materia 🙂 Uczę się. I sama jeszcze nie rozpoznaję efektów… albo boję się je nazywać.

Bardzo lubię duże miasta. Pociąga mnie w nich bardzo to, że można jechać metrem pełnym ludzi a jednocześnie czuć się odrębną jednostką. Samotną wyspą ze swoimi myślami, swoją książką, swoją muzyką na uszach – ale to jednocześnie sprawia, że nie czuję się w pełni szczęśliwa.

Jadąc metrem możemy zagadać kogoś o książkę, uśmiechnąć się i spróbować kogoś przynajmniej pobieżnie poznać… ale nie robimy tego. Tłum sprawia, że się wycofujemy, jesteśmy speszeni, że ktoś zobaczy, usłyszy. Że to, co zrobimy, zostanie źle odebrane. Prędzej porozmawiamy z kimś nieznajomym na samotnej wyspie niż w środku milionowego miasta.

Jedno z moich dzieci także ucieka od tłumów, ma trudności w nawiązywaniu znajomości. Na czatach, portalach i w komunikatorach, rozmowy są albo pobieżne i bez znaczenia, albo jednorazowe. Bardzo rzadko spotykamy kogoś, kto nam odpowiada. Z kim chcemy kontynuować rozmowę. To czego się boję najbardziej, nie tylko w takich relacjach – to…. zbędność. Teraz tak łatwo kogoś wymienić na kogoś innego, zamiast próbować się zwyczajnie dogadać. Brakuje wytrwałości. W tym temacie też patrzę na moją przyjaciółkę z podziwem. Znajduje ścieżki, do których ja jeszcze nie dotarłam.

Umiemy coś zdobyć i nie potrafimy utrzymać.

Miłość jednorazowego użycia. Za tydzień będzie następna, pełna równie ogromnej ekscytacji, wzbudzająca takie same emocje. Motyle w brzuchu – poczujesz nie raz w życiu, a kilka razy w miesiącu… bez lojalności, bez bliskości…. Bez sensu…

Mało komu chce się popracować nad budowaniem… tak naprawdę CZEGOŚ z niczego. Oddawać komuś swój czas i uwagę, i po prostu być. Nie tylko dziś, gdy rozmowa wywołuje dreszcz emocji i ciekawość. Ale także wtedy, gdy już znasz wszelkie reakcje tej osoby. Kiedy już pożarłeś z nim tę cholerną beczkę soli i wykrzywia cię na samo wspomnienie (ha ha ha ha ha).

To się tyczy wszelkich relacji. Przyjaciele na początku są zadziwieni, że tak fantastycznie się im ze sobą rozmawia, że to jest ktoś, z kim można przysłowiowo „konie kraść”. Ale jeśli obustronnie się o to nie dba, to z czasem wszystko znika.

A ja nie chcę, żeby znikło. Chcę, żeby było. Tak długo, jak to tylko możliwe…

Najlepiej zawsze.

Ania :*